Otwarte Mistrzostwa Dolnego Śląska w Maratonie MTB im.Artura Filipiaka „FISHA”, wyścig organizowany od lat, poświęcony pamięci człowieka, który zmarł w wieku 33 lat, na nowotwór, do końca jednak jeździł na rowerze.

Decyzja o wystartowaniu na tym wyścigu przyszła spontanicznie, pojawiła się w naszym sklepie siostra Artura, przyniosła ulotki, zapytała „przyjedziecie?”, odpowiedź była jasna i bez namysłu.

Pojechaliśmy w pięciu, pięciu wspaniałych nie myślących nawet o wygraniu, nikt z nas nie jest koniem z czołówki, nikt z nas nie trenuje, nikt nie trzyma diety, ten wyścig miał być sprawdzeniem siebie, sprzętu, trasy. I jeśli mówimy o sprzęcie to tutaj zaczyna się ciekawie. Wyścig MTB, do tego Mistrzostwa Dolnego Śląska więc trzeba wyciągnąć wylajtowane karbony na eaglu, najlżejsze kaski, buty i to co tam mamy najdroższego…. no nie, nie tak, tak było by za łatwo. Więc w ruch poszły szosy, przełaje, gravele i jeden full do enduro.

Na starcie ludzie dziwnie na nas patrzyli, w końcu kto jedzie na takich rowerach…. tylko my. Gdy organizator mówił przed samym startem że trasa jest ciężka, gdy ktoś mówił że odcinki trasy pomagali stwarzać lokalni „zjazdowcy” to lekko się baliśmy. Ale mamy maszyny TREK oraz MARIN – dożywotnia gwarancja, więc nie ma strachu. Tylko szef zabronił łamać siebie…. no ale cóż, startujemy.

Niestety wąskie opony z szerokością 33mm dały o sobie znać, męczyły nas defekty, brak przełożeń pod górkę i pogoda, było gorąco. Ale każdy wytrwale jechał, pokonywał kilometry. Nie każdy ukończył, niektórym brakło dętek, innym siły do ciągłego pompowania opon. Ale każdy wrócił zadowolony. Zadowolony z miło spędzonego czasu, zadowolony z pokonania siebie i zadowolony z min ludzi, na wytłuszczonych maszynach których objeżdżaliśmy i pod górkę i na zjazdach.

A przy dobrej zabawie, mocno przetestowaliśmy sprzęt:

Trek Crossrip – gravel
Trek Domane ALR – szosa – na grubszych oponach
Trek Boone 7 – przełaj
Marin Four Corners Elite – gravel CroMo

 

Damian, jadący na Trek Boone 7 miał chyba największego pecha, już na pierwszym podjeździe, w początkowych km złapał pierwszą gumę, nie było by to problemem gdyby nie fakt że po chwili była kolejna i kolejna, mimo chęci pojechania dystansu mega, musiał pojechać krótszy dystans, walczył do końca i zajął całkiem przyzwoity czas. Mimo tego że co chwilę musiał zsiadać z roweru i pompować oponę, gdzie dodatkowo demotywowali go mijający zawodnicy dążył wytrwale do końca.

Paweł, który wybrał stalowego Marina Four Corners ruszył mocno, radził sobie świetnie, niestety na początku drugiego kółka, na stromym zjeździe gdzie prędkość była naprawdę duża, dały o sobie znać wąskie graveloowe opony i po wybiciu na koleinie dobił o kamień i obręcz mocno się wgniotła, opona straciła powietrze i po walce… czekał prawie 45 minut, gdy nadjechał jeden z kolegów, nie było już o co walczyć, czołówka, środek a nawet koniec wyścigu już dawno odjechał ale po chwili rozmowy, poratowaniu dętkami Paweł ruszył dalej. Udało się jeszcze wyprzedzić kilka osób.

Kuba, pojechał na Trek Crossrip, sklepowy zjazdowiec, szybki na zjazdach, wolniejszy na podjazdach. Biorąc pod uwagę jego rower najbardziej powinny mu pasować odcinki szutrowe, ale nie, jak sam mówił najlepsze były odcinki zjazdowe, małe hopki, korzenie i kamienie, tam odnalazł się najlepiej. Mimo kontuzji kostki, jadąc w usztywniaczu, pierwszy raz w życiu wyścig tego typu dał z siebie wszystko, pierwsze kółko pojechał na 150%, niestety na początku drugiego złapał gumę i lekko go to zdemotywowało.

Mateusz, ma chłopak nierówno pod sufitem, pojechał szosą… Trek Domane ALR, zmiana tylko w oponach, zamiast szosowych slicków wskoczyły lekkie opony 33mm z małym bieżnikiem. Ruciu, jak mówi na niego większość znajomych nie lubi podjazdów, nie lubi gór, nie lubi wyścigów. Wystartował żeby się sprawdzić, na pierwszym punkcie kontrolnym tracił kilka minut do czołówki, później niestety doszły podjazdy techniczne i zabrakło… przełożeń, mimo tego jechał, bez przeszkód, bez awarii, powoli ale do celu.

Michał Kortez :-), KTM Lycan, 170 skoku, pełne zawieszenie, brak doświadczenia w wyścigach to sugerowało że wyścig będzie katastrofą, a wcale tak nie było. Michał, który jeździ z nas najmniej a w życiu zaliczył tylko jeden wyścig uparcie dążył do mety. Pierwsze kółko przejechał spokojnie, na drugim kółku niestety udowodniono na osobie Michała że drzewa lubią się przytulać, to poskutkowało stratą minut i ogromną demotywacją. Drugie kółko jechał już tylko siłą woli, ale ukończył, to najważniejsze.

teraz wiemy na co stać te rowery, wiemy ile można sobie na nich pozwolić i co mogą przejechać, ale poznaliśmy też ich słabe strony. Bogatsi o to doświadczenie już teraz myślimy o kolejnym wyścigu.

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia są autorstwa Szymona Bujanowskiego, a jego galeria jest dostępna pod adresem: https://photos.google.com/share/AF1QipPhpP9fYknJ4tK-NMnQ9zXZc2iR5Gyq6NekEjP-5KFd8VIcZT3sbd07BdaCfXHqRA?key=Skd6eVduMWRocUUzbDdKQUEtUlBmZUJ4dDZnbVFn